środa, 17 lutego 2016

Back to basic! #marynarka.



ALLOHA! W zasadzie to dobry wieczór. Dziś sportowo-elegancka stylizacja w dość ciemnym wydaniu, ale nie ukrywam, że ostatnio kolor czarny jest moim dominującym kolorem i z chęcią go noszę. Jest on ponadczasowy i bardzo elegancki. Zawsze kojarzy mi się z kobiecościa i czerwoną szminką. Nie jest powiedziane, że ubieramy go tylko na stype, czy kiedy nam źle i smutno. Dla mnie czerń jest bardzo unikatowa i zawsze mile widziana, poza tym, stanowi nasz BASIC w szafie, naszą bazę do tworzenia różnych stylizacji. Ten post jak i kolejne, chcialabym poświęcić podstawowym rzeczą, które każda z kobiet powinna mieć w swojej szafie, dlaczego? Bo są uniwersalne, bardzo przydatne i są podstawowym elementem każdego outfitu. Weźmy na pierwszy ogień marynarkę. Kto z nas nie ma w swojej szafie idealnej, długiej bądź krótkiej, czarnej bądź białej, jedwabnej, bawełnianej marynarki?! Sądzę, że prawie każdy. Zakładamy ją na dobrą imprezę (np do małej czarnej), na rodzinne spotkania okolicznościowe (np do czerwonych szpilek i białej koszuli) lub też na co dzień (np do wytartych jeansów i trampek). Jest tyle możliwości noszenia tego niezbędnego elementu ubioru, że z pewnością nie zabraknie nam na nie pomysłów! Pamiętajmy, że nasza wisienka na torcie zawitała już w latach dwudziestych XX wieku, kiedy to kobiety uciekły od ciasnych gorsetów. Oczywiscie Coco Chanel zaprojektowala pierwszą marynarkę, a Saint Laurent uraczył kobiety smokingem, o którym każda marzyła. Modeli marynarek jest sporo, od Ciebie zależy w której czujesz się idealnie. Ja osobiście nie przepadam za taliowanymi, krótkimi żakietami. Lubię z kolei te długie, smokingowe, oversizowe- te w męskim wydaniu. Mam jedną, którą naprawdę lubię- kupiłam ją dwa lata temu, może trzy, na wyprzedażach w zarze. Jest elegancka i bardzo stylowa! Na ramionach ma ćwieki, które nadają jej charakteru i pazura. Poniżej wybrałam dla Was propozycję trzech marynarek, które znajdziecie w najnowszej, zarowej kampanii!



Wracając do mojej dziesiejszej stylizacji. Nie zastanawiam się, czy dziś ubiorę się jak do cioci na imieniny, czy może jak na przechadzkę po czerwonym dywanie. Ostatnio nie chcę mi się za bardzo tworzyć i mixować ze sobą ubrań, dlatego wybieram jeden kolor, jeden krój i jestem ready.  Dziś akurat miałam na sobie białą, klasyczną koszulę, na którą założyłam bluzę ze ściągaczami i szerokimi rękawami, dresowe spodnie z dziurami. Z poprzedniej, letniej stylizacji zapożyczyłam buty do kostek. Zwieńczeniem ubioru okazało się milutkie w dotyku, ciepłe futerko. Enjoy!












torba: neverever/ buty: adidas/ bluza: adidas/ spodnie: pull&bear/ koszula: zara/ futerko: mohito

zdjecia: Mati :*


Do następnego posta, ahoy!


best regards!

2 komentarze:

  1. Wspaniały blog! Podziwiam! Zapraszam do mnie: http://mademoiselleeee.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń